Przejdź do głównej zawartości

Posty

#byesmirkova

okołonoworocznie.

Dzień dobry. Wczoraj szary świat płakał. Akurat zawsze kiedy pada, jest mi łatwiej zebrać myśli. Nie ma ich aż tak wiele. W sumie tylko kilka, ale za to takie, z którymi szamoczę się bezmyślnie od jakiegoś czasu, więc może dobrze mi zrobi nazwanie ich słowami.

Weszliśmy w Nowy Rok. Czy z hukiem? W pewnym sensie. Co roku kolejne miasta i miasteczka rezygnują z fajerwerków w imię dobrego samopoczucia czteronożnych przyjaciół, jednak zawsze możemy się spodziewać wyraźnych i dobitnych sztucznych ogni i kaskad pierdyliona przypałów w naszych głowach. Przynajmniej ja tak mam.

Nie zawsze to lubię i nie zawsze to jest miłe. Wiem, że Sylwester to tylko rocznica śmierci papieża Sylwestra I, nie wyznacza żadnego rzeczywistego przełomu i generalnie to dzień/noc, jak każdy inny. Niby. Bo jednak zawsze to umowny koniec i początek. Zawsze wywołuje we mnie dziwaczny i niezidentyfikowany na pierwszy rzut oka smuteczek.

W tymże sezonie "zimowym" jednakże smutek ów jest jakoś szczególnie inten…

suburbiowa familia 2019 (22 XI)

10 lat temu o tej porze chciałam tylko wszystko już mieć za sobą. Jakoś się udało, choć lekko nie było. Od dziesięciu lat, co roku o tej porze zastanawiam się nad tym samym: jak to możliwe? jak można urodzić się w dniu urodzin własnego ojca? I jak tu robić im wspólny tort? Jak dmuchać świeczki?

Dziś jesteśmy w innym miejscu. Stworzyliśmy swoją małą kiszonkę Smirkova (bo to nie tylko realne miejsce - Mirków znajdziecie na google mapach, ale to też suburbiowy stan ducha czy bezruch wiejsko-miejskiego umysłu). Mamy niemałą menażerię.

Z okazji tegorocznego 22 listopada zlepiłam memu najdroższemu całkiem nowy portret vintage. Nowy-stary. Wspomnienie, którego nie było. Stan aktualny, chwilę trwającą. Kolaż naszej wymyślonej codzienności.


Do powstania tego portretu wykorzystałam aktualne foty twarzy mojej rodziny (wszystkie pochodzą z 2019 roku) i kilka zdjęć znalezionych w pachnącym wilgocią kartonie na targu przy Koronie we Wrocławiu którejś cieplejszej niedzieli.

Chciałam powrócić w tym …

Tjaša i Jurek w Oratorium Marianum

W przepysznej przestrzeni wrocławskiego Oratorium Marianum ujrzałam wczoraj na własne oczy pełną wdzięku miłość do dźwięku. Ależ mi się ładnie zrymowało ;)


Okazuje się, że można kochać dźwięki tak, jak się  kocha kolory albo słowa. Kiedy patrzyłam na
Tjašę Kastelic i Jurka Chwastyka, miałam uczucie, że nie odgrywali koncertu po raz kolejny. Oni rozmawiali dźwiękiem (bawiąc się nim tu i teraz) z największa uważnością i szacunkiem dla siebie nawzajem, tworzyli go na nowo. Chylę czoła.



 Taki muzyczny dialog to coś, czego mi osobiście nigdy nie będzie dane skosztować. Za to rozsiadłam się na widowni i dałam sobie możliwość zatopienia się w "Romansach" z lubością. To nie było podglądactwo, tylko prawdziwa uczta dla oka i ucha.

Czuję się zaszczycona tym, że zostałam zaangażowana w stworzenie portretu niespodzianki dla tych twórców przez mamę Jurka - Teresę Kotwicką. Dzięki wielkie!


Poniżej prezentuję króciutki filmik z fragmentem koncertu i wręczeniem portretu. Wiem, wiem - nauczę …

suburbiowy halloween vel dziadoween

Pomyślałam, że napiszę ten post, gdy tylko zobaczę znów na fejsie (jak co roku) Mickiewicza z hasłem "Halloween? Dziady, idioto!" Czas po temu. Obrazek ten pojawia się sezonowo zawsze mniej-więcej o tej porze roku. Jeśli ktoś ma tę cierpliwość, niech doczyta do końca, bo mam dla Was niespodziankę.

Ciekawa jestem, czy gdybym otworzyła drzwi w Halloween i zamiast niemrawego "cukierek albo psikus!", usłyszałabym zatrważający szept: "cicho wszędzie, głucho wszędzie... daj cukierka!" - to dałabym ich mniej, czy więcej?


Zawsze daję sążną garść. Ja też się przebieram i dbam o to, by z tejże okazji mieć wszystkie kolory farbek do twarzy pod ręką. Po prostu dla mnie każda okazja do przebrania się i wyjęcia zmierzwionych peruk z szafy jest dobra.
Chyba jestem po prostu poganką z krwi i kości. W dodatku taką ochrzczoną i wybierzmowaną.


Z Halloweenem w kulturze rodzimej - polskiej, suburbiowej vel podmiejskiej - spotkałam się po raz pierwszy dopiero z 10 lat temu, ki…

huśtawka pomiędzy "bez"

...

pani swojego czasu

Ola Budzyńska vel Pani Swojego Czasu - kobieta, która ogarnia więcej niż czas - otrzymała swój portret.