portret małżeński

Czemu dziś nie robi się takich zdjęć? Nie wiem. Może dzień jest za krótki, pójście do fotografa z ufryzuowanym czerepem, odświętna pomada, krawacik... Czad, na który nas nie stać.
 



Portret małżeński wygrał małżonek mój z okazji własnych urodzin. Już od pewnego czasu denerwowało mnie, że nie mamy żadnego wspólnego zdjęcia. Zazwyczaj robimy zdjęcia naszym dzieciom, rzadziej sobie. Jeszcze ze zdjęć, na których jesteśmy osobno, coś tam mogłoby się znaleźć...

Jednak zaczęło mnie ostatnio kusić, by poczyścić trochę kadry, oprzeć się na historii, zasugerować się klimatem zdjęć, mających te dziesiąt lat. Co z tego będzie? Tego jeszcze nie wiem, ale pierwsze próbki już powstały. Dziś prezentuję portret małżeński.

Szukanie zdjęć wcale proste się nie okazało, lecz udało się. Zdecydowałam się na selfika z córą i plenerowe, rowerowe mojego małżonka.

Prezentuję zdjęcia źródłowe:

Selfik z Manią. Użyczyłam sobie swojej rozmemłanej twarzy z tegoż zdjęcia, by wykonać portret małżeński. Twarz Marii wykorzystałam również, niebawem pokażę, gdzie.

Moc tego zdjęcia jest nieoceniona. Przynajmniej dla mnie. Tak, to mój małżonek.
Oto oryginał. Doskonały. Znalazłam na fanpejczu "Ancientfaces". Źródło: https://www.facebook.com/AncientFaces/photos/pb.96457182807.-2207520000.1452155950./10153358382757808/?type=3&theater

Czemu dziś nie robi się takich zdjęć? Nie wiem. Może dzień jest za krótki, pójście do fotografa z ufryzuowanym czerepem, odświętna pomada, krawacik... Czad, na który nas nie stać. Wcale nie mówię, że to źle.
Reakcja na portret mojego małżonka była bezbłędna. Padł. Kiedy skończył się śmiać, spytał, czemu my nie mamy takiego zdjęcia. "No, właśnie temu, żebym mogła je dla ciebie przygotować".

No, temu. I temu to nie jest źle, że trochę brakuje nam stylizacji. A moje serce nad wyraz się raduje, gdy widzi świeżość selfików i fot sytuacyjnych z fleszem i czerwonymi oczami. Serio.