Alexandra powabna

Ja wiem, że Ślewiński* pewno by się w grobie przewracał na widok "czeszącej się" w takim klimacie, ale nie przejmowałabym się tym. Bo jest boska. Spójrzcie jej głęboko w oczy i powiedzcie, czy nie mam racji.



Powiesiłabym. Najprędzej w łazience. Ale mam bardziej na myśli takie pluszowe pomieszczenie z wanną z bąbelkami bardziej, niż ustęp. Albo w przestronnej garderobie, jeśli ktokolwiek ma coś takiego.



Jeszcze kilka dni temu, gdy zaczęłam pisać tego posta, po prostu bałam się reakcji bohaterki:

Prawdę mówiąc - boję się zobaczyć reakcję Alexandry na widok rozpakowanego portretu. Rzadko mam okazję to widzieć na własne oczy. Chyba raz widziałam, jak pewna mama (którą bardzo ciepło uściskiwuję) popłakała się, gdy jej przyniosłam portret jej małej córeczki. No dobra, ale kobiety przecież tak mają. Młode matki, którym oksytocyna niemal uszami wyłazi. Że prawie można to dostrzec gołym okiem, namacać opuszkiem palucha. I wiem, co mówię.
Z opowieści moich klientek i klientów jednak wynika, że obdarowani ludzie często płaczą, gdy widzą wariacje na temat ich starych wspomnień. Że są poruszeni.
Tu sytuacja jest nieco inna. Wystylizowałam Alexandrę na wiktoriańską piękność, nie jest to żadna migawka z jej przeszłości (uchowaj, Boże), tylko moja małą prywatna projekcja. 
Ja już nawet nie martwię się o to, czy ona się popłacze, czy nie. I nawet mnie to niespecjalnie niepokoi. Bardziej boję się, czy mnie przypadkiem nie zabije. Przekonam się już niebawem. 
Okazało się, że nie tylko mnie nie zabiła, ale też wyściskała. W istocie, fajne przytulić się do Wielkiej Alexandry. Choć w rzeczywistyści jej sporo mniej.

Oryginalne zdjęcie pochodzi z ancientfaces.com, znalezione na ich fanpejczu. Chętnie napisałąbym coś niecoś więcej o tym zdjęciu, lecz nie mogę go odnaleźć. Jakby komuś się udało, będę wdzięczna.


*Ślewiński to taki młodopolski artysta.