ewa i paweł 2017

Zauważyłam, że wzmożony czas pracy mogę zaobserwować u siebie późną jesienią/zimą. Nie wiem, skąd to wypływa. Zazwyczaj pokrywa się urodzinami mego ukochanego. Może nie bez przyczyny. Zrobiłam coś nowego. Zdążyłam się już tym pochwalić gdzieś po drodze, ale to bardziej z tejże okazji, że przypomniało mi się o istnieniu instagrama. Podglądajcie, zapraszam.


Nie wiem, skąd to wychodzi. Może z tego, że jakoś zawsze chcę mu dać "coś" nowego? Może. Całkiem niewykluczone. W tym roku wyszło zupełnie na odwrót. Vanitas vanitatis. Tadaam.

Tacy będziemy 22 listopada 2047 roku. Przypomnijcie mi tego dnia, bym skonfrontowała to z rzeczywistością. Nie, żeby konia z rzędem, ale sensowny rabat na portret dam ;-) pierwszej osobie, która mi przypomni ten wpis sprzed 30 lat.

Nie mam pojęcia, czy już zaklęłam rzeczywistość. Nic w tym z szamaństwa. Jest portret. Zawsze jest tylko portret.


Praca powstała ku chwale płynności czasu, dedykuję Pawłowi. To cyfrowy kolaż ze współczesnych zdjęć: małżonka i mojego oraz starszego praźródła, znalezionego gdzieś w odmętach internetów. Jak kto znajdzie źródło, będę wdzięczna.
Wydruk na papierze fotograficznym podmalowałam ekoliną. Zawiesiłam. Jest dobrze, jest boho.