Poczyniłam pierwsze kroki. Skądże? Smirkova.

Czasem w życiu potykam się o swoje marzenia. 
Rodzi się Smirkova.

Kiedy miałam kilka lat, bywałam na zakupach w piekarni. Półkowy repertuar nie był tam może imponujący, półek w każdym razie nie pamiętam. Pamiętam za to panią Sabinę, która była zjawiskowa. Zawsze miała perfekcyjny fryz. Misterną falę włosów. Pani Sabina lubiła kolorowe powieki. Nie dziwię się. Przypuszczam, że przez nią właśnie do dziś je lubię. Była zawsze piękna i błyszczała, uwielbiałam patrzeć, jak z gracją przemieszcza się za ladą, jak włada tym tajemniczym miejscem, w którym piecze się chleb.
Pamiętam też zapach chleba. I to, jak pani Sabina zapisując swe rachunki na papierze pakowym, naciska długopis. Totalnie ujarzmione narzędzie. Rachunki pani Sabiny zawsze były zapisywane z imponującą szybkością, słyszałam jak papier skrzypi pod naciskiem długopisu. Chwilę później pani Sabina owijała w te rachunki różne produkty spożywcze, wypuszczając swoje wyjątkowe zapiski w świat z serem żółtym, kiełbasą czy pieczywem. Czasem pewno zawinęła też szkło.
Kilka lat później w zeszycie "złotych myśli" mojej koleżanki zapisałam, że "w przyszłości będę sklepową".

"Sklepowa", technika mieszana 2006

Z tego okresu, z którego pochodzi moje wspomnienie pani Sabiny pamiętam jeszcze jedną migawkę. Leżę w łóżku - nie mam pojęcia, czy właśnie mam zasnąć, czy dopiero się obudziłam. Na dworze jest szarawo. Patrzę w okno. Widok mam niezły - to taniec brzóz. Ogromne, roztańczone brzozy na wietrze, leniwie rozkołysane w rozwichrzonym dostojeństwie. Mam kilka lat. Nastrój który nadchodzi wraz z ich szumem jest nowy, może dlatego go dobrze zapamiętałam. Być może pierwszy raz w życiu odczuwam coś na kształt nostalgii. Brzozy poruszające się trochę jakby w slowmotion wywołują we mnie dziwny, niezdefiniowany smutek. Znienacka nachodzi mnie pragnienie wynurzenia się spod ciepłej kołdry i magicznego nagłego teleportowania się do tego wietrznego i chłodnego lasu brzozowego. Ta chęć "pójścia w las" znika tak szybko, jak się pojawia. Chowam stopę na wszelki wypadek pod ciepłą kołdrę, decydując: "A kiedyś tak sobie wstanę i pójdę". A potem już chyba przysypiam.

"Wstanę", technika mieszana 2006

Oba wspomnienia wracają do mnie z całą swoją intensywną natarczywością dużo później, po dwudziestu latach, kiedy jestem na studiach i nie mam w sobie siły, czy odwagi, by przyznać, że one dotyczą moich marzeń. Mam na szczęście na tyle oleju w głowie, by je zapisać na później, wbrew zapominaniu.
Dotarłam do tych kolaży. Zapomniałam na śmierć o tym, że był jeszcze trzeci. "Pierwsze kroki". Pierwsze kroki w tym momencie dotyczyły zapisu wbrew zapomnieniu. Tak, abym jeszcze kiedyś mogła "wstać i sobie pójść". Być może abym kiedyś mogła w ogóle wyobrazić sobie koncepcję własnego sklepu.

"Pierwsze kroki", technika mieszana 2016

Te trzy szkice to podkolorowane wydruki na kalce z jakimiś eksperymentami plamy w tle. Powstały w 2006 roku w formacie A4. Wyceniłam je przypadkowo, bo wszystkie ceny w szmatławych gazetkach promocyjnych zawsze zdawały mi się zupełnie przypadkowe. Patrzę na te kolaże po ponad dziesięciu latach i cieszę się, że je kiedyś skleciłam.
Nastał czas, bym do nich wróciła. Teraz.

Ostatnia okołopapmersowa dekada mojego życia sprawiła, że spełniły się niemal wszystkie moje marzenia. Zasiedliłam Dom. Wiem, że brzmi to niedorzecznie i dość śmiesznie, lecz gdzieś w wirze życia pomiędzy jedną ciążą a drugą pojęłam, że "osiadłam". Że mam wszystko, jestem integralną częścią miejsca, które mnie pochłonęło i kompletnie zassało. Jestem z Mirkowa. Cokolwiek wypuszczę od siebie w świat, to będzie stąd. Z mojego domu lub z ogrodu. Będzie Smirkova. Zupełnie tak, jak misterne pakunki z szybkimi obliczeniami pani Sabiny byłyby Spiekarni. A pisarz -Sławomir jest Shuty.


fot. Paweł Woroszczuk, 23 kwietnia 2019 pod PUP'em we Wrocławiu (choć nie widać).

Ostatnio miałam uczucie, że wstanę i pójdę, a radosny dreszczyk przeszył me plecy, kiedy szacowny małżonek podarował mi kilka miesięcy temu domenę smirkova.com.
Teraz okazuje się, że Powiatowy Urząd Pracy we Wrocławiu wraz z Europejskim Funduszem Społecznym uwierzył w mój projekt autorskiej galerii internetowej i postanowił go wesprzeć. Dziękuję.
Na dzień dobry w Galerii Smirkova znajdziecie oczywiście portret na zamówienie. A potem jeszcze zobaczymy.
Wydaje mi się, że wstaję. I pójdę. Zobaczymy dokąd.

Komentarze