podyplomowa wyprzedaż... 12 lat później.

Zrobiło mi się ciut ciasno w pracowni. Od mojego dyplomu minęło 12 lat. Czas biegnie szybciej, niż bym chciała.
Znów zaczęłam malować, choć na razie jeszcze się chwalić nie będę. Chyba że tylko troszkę - oto fragment pracowni z zawziętym Piotrem. W mojej pracowni prócz pracujących ciężko dzieci, zalęgły się gryzonie, a mój świat zapulsował szczurzymi historiami. O tym wspomnę już niebawem.



Fakt pozostaje jednak faktem - czas dać "dyplomowym" odejść, choć ciężko mi z tą myślą.

Zdecydowana większość moich dyplomowych malarskich prac znalazła już swoje domy. Rozgościły się w różnych miejscach na przestrzeni lat. Postanowiłam wrzucić na smirkova.com cztery ostatnie. Bierzcie, póki gorące (tak tlą się od dwunastu lat). Zawładną ścianą, połyskując złotem.

"Wywłoki" 110x175 cm, 2007


Obraz powstał dzięki jednej przypadkowej fotografii, którą ktoś kiedyś pstryknął na pewnym balkonie. Sytuacyjne kadry czasem nas ruszają z niewiadomego powodu. Tak też się stało w tym przypadku. Doszła do tego chęć popsucia czegoś i tak powstały "Wywłoki". Pod tym malowidłem znajduje się obraz, którego nie lubiłam, a przemalowanie go sprawiło mi niemałą przyjemność. Zamów "Wywłoki".

"Bierz go!", olej na płótnie 100x120, 2007



Ten obraz to kolejna przypadkowa migawka, moment dziwnego wieczoru z pieskiem, którego los splótł się z moim na niezbyt długi czas. Czasem żartuję, że ten pies uratował mi życie, gdyż pokazał mi więcej, niżbym chciała zobaczyć.
Bierz go teraz.

"Leda z łabędziem", olej na płótnie 130x100, 2007



Zawsze mnie bawiła ta historia i nie dziwi mnie, że dzieje malarstwa na przestrzeni wieków wielokrotnie ją eksploatowały. Powszechnie wiadomym jest, że Zeus zdradzał Herę na prawo i lewo, ale chyba nigdy się nie dowiemy, co mu strzeliło do głowy, by przybrać postać łabędzia do swojego kolejnego małego wypadu, gdy postanowił (dosłownie) polecieć na piękną Ziemiankę Ledę. Inna sprawa, to czemu akurat Leda zechciała oddać się ptakowi?
Jeśli czujesz chęć do zastanawiania się nad tym w zaciszu własnych czterech ścian - nie krępuj się i zamów malowidło teraz.

"Trzy Gracje", olej na płótnie 2007


Przeczytałam kiedyś (teraz nie pamiętam już gdzie), że nie zwykło się malować Trzech Gracji w pozycji siedzącej. Informacja ta zaatakowała moją przekorę i tak powstała moja (siedząca) wersja "Trzech Gracji". Nie wiem, czy dzisiaj również tak bym je namalowała. Możliwe, że usłuchałabym głosu rozsądku wypracowanego kanonu. Wszak - przekora może nie tyle, że stała mi się obca, jednakże dziś trochę już spokorniałam. Po prostu cieszę się wielce ogromem dominującego zadu, wychylającego się z tego malowidła. Jest to rodzaj radości, który polecany jest każdemu, więc jeśli chcesz, możesz mieć ten obraz na wyłączność.

Wszystkie cztery malowidła to zarejestrowanie pojedynczego  momentu istotnego tylko z punktu widzenia danej chwili. To migawki, które przepadłyby w kompletnym zapomnieniu. Nie zaistniałyby, gdyby nie poruszyły mnie na tyle, bym chciała je namalować. Przepadłyby wraz z wieloma zapomnianymi kadrami. Każdy z obrazów oprawiony jest w ramę w złotym kolorze. Każdy z nich pochłonął mnie zupełnie w którymś momencie a.d. 2007

Któryś/każdy z nich może należeć teraz do Waszego miejsca i życia. Częstujcie się, będzie mi bardzo miło.

Komentarze